Dedykacja pachnąca kwiatami


Pani Ewo,

Hiszpanem jest tu główny bohater –
on kobiety traktuje jak kwiaty,
ale w przeciwieństwie do Pani
nie docenia w ogóle Hiszpanii.

Ach, kobiety, kwiaty – on was zrywa,
pieści, docenia i… nie odkrywa.
Kartki tej książki proszę odkrywać,
doceniać, pieścić i… nie wyrywać

Kontekst: dedykacja dla starszej Pani, która marzy o apartamencie w Hiszpanii i uwielbia zajmować się kwiatami w swoim ogrodzie

Dedykacja zgodna ze specyfikacją


Sasza, masz wdrożyć – byle z gracją –
i w zgodzie ze specyfikacją
wszystkie “nice to have” wymagania
(po lekturze zgłosi je Twoja Dama).
Mnie zaś ciekawi, ile biczy
w czasie deploymentu zaliczysz.

Kontekst: dedykacja dla projekt managera, który wdraża rozwiązania w oparciu o specyfikacje wymagań, pisane przez autora Perveriady. Deployment – w żargonie IT wdrożenie w systemach.

blog literatura

Perveriada – recenzja niegrzecznej dziewczyny


Gościnna NieGrzeczna Recenzja by Alpha

Źródło recenzji i fotografii – blog autorki

Czy sam tytuł coś oznacza? Szczerze przyznam, że pierwsze co to wpisałam do tłumacza dziwny tytuł, którego do dzisiaj nie potrafię wymówić. Czy trafiłam w punkt? Tego nie wiem, lecz wyskoczyły mi dwa znaczenia, obydwa z języka hiszpańskiego:
1) zboczony,
2) zdemoralizowany.

Po skończeniu lektury śmiało mogę powiedzieć, że oba tłumaczenia pasują idealnie, choć pod kątem jednej z głównych postaci, to skłaniałabym się do drugiego określenia.

HIV ME UP – pokaz mody


Kontekst: obraz Arnolda Böclina Dżuma – jeden z bohaterów sceny, otwierającej trzeci rozdział Perveriady.

Perveriada – recenzja i linki do sklepów tutaj: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4866496/perveriada

Szept narastał, aż stał się rozpoznawalny jako archaiczna angielszczyzna deklamowana kobiecym głosem. Ciemność rozjaśniał słup czerwonego światła – wąski jak struna lasera, lecz stale się powiększający. Padał na książkę, którą rozłożyła na kolanach siedząca na hokerze naga modelka. Plamka na papierze poszerzyła się do wielkości reflektora scenicznego, który objął całą postać. Zdziwiona niekonwencjonalnym otwarciem pokazu publiczność czekała w ciszy. Recytowane cytaty z Dekameronu nie nawiązywały jednak do mody, lecz opisywały anatomię epidemii.

     –„Wiosną tego roku mór począł w przedziwny sposób okrutne spustoszenia czynić.Choroba nie objawiała się u nas tak jak na Wschodzie, gdzie zwykłym znamieniem niechybnej śmierci był upływ krwi z nosa. Zaczynała się ona równie u mężczyzn,jak u kobiet od tego, że w pachwinach i pod pachą pojawiały się nabrzmienia,przyjmujące kształt jabłka albo jajka i zwane przez lud szyszkami” .

     Modelka wstała, uniosła hoker i wskazała na cyfrę osiem namalowaną pod siedzeniem. Śledzona okiem reflektora zeszła do backstage’u. Na ekranie, stanowiącym tło dla wybiegu, zaczął zarysowywać się jakiś kształt. Tak jak wcześniej recytowany tekst i sama postać modelki, napis powoli krystalizował się z pierwotnej nieokreśloności. Po chwili dało się odczytać przekaz: Rok 430 p.n.e. – dżuma ateńska. Zza kulis wyłoniła się inna modelka, naga, wychudzona, z mięsakami Kaposiego, typowym objawem AIDS. Poruszała się, jak wymagał tego kanon. Prezentowała swoją pokrytą plamami skórę jak dzieło projektanta. Zatrzymała się, charakterystycznie wypychając biodro, i zaczęła deklamować z pamięci.

     – „Wkrótce te śmiertelne opuchliny pojawiały się i na innych częściach ciała; od tej chwili zmieniał się charakter choroby: na rękach, biodrach i indziej występowały czarne albo sine plamy; u jednych wielkie i rzadkie, u drugich skupione i drobne. Na chorobę tę nie miała środka sztuka medyczna; bezsilni byli też wszyscy lekarze” .

     Modelka odwróciła się, ukazując kolejną cyfrę kodu namalowaną na plecach czerwoną farbą. Po chwili zniknęła za ekranem, na którym pojawił się nowy napis: Lata 165–180 – epidemia ospy w Imperium Rzymskim.

     Na scenie pojawiła się starsza Murzynka, na której skórze mięsaki nie tworzyły takiego kontrastu jak u towarzyszącej jej białej dziewczyny. Murzynka nie była w stanie iść o własnych siłach. Próbowała wspierać się na ramieniu młodszej koleżanki, ale co chwila zsuwała się z niego jak niesforny szal. Gdy dotarły na koniec podestu, dziewczyna pozwoliła Murzynce paść na kolana. Podsunęła jej kartkę, chwytając drugą ręką patyki jej rąk w krępującym uścisku z tyłu pleców. Niepewny głos przerywany łkaniem zdradził słabą znajomość angielskiego. Publiczność zorientowała się, że kobieta nie była aktorką z udawanymi objawami AIDS. Na sali rozległ się pomruk.

Continue reading “HIV ME UP – pokaz mody”